Najlepsze filmy 2013 (jak do tej pory)

By
Gfw Staff,

Już pół roku za nami... Wiecie, co to oznacza. Przy naszej słabości do sporządzania przeróżnych list przyszedł najwyższy czas, byśmy się za to zabrali: oto najlepsze filmy 2013 (jak do tej pory).

Pojawiło się w tym roku sporo filmów, które budzą sprzeczne uczucia (To The Wonder Terrence’a Malicka, Spring Breakers Harmony Korine’a, Drugie oblicze Dereka Cianfrance’a) a i my tutaj, w Grolsch Film Works, wcale nie mówimy jednym głosem.  Lecz jedna rzecz jest pewna: poniższa lista wybranych przez nas filmów dowodzi, że 2013 był jak do tej pory rokiem, który obrodził w naprawdę interesujące filmy w reżyserii zarówno debiutantów, jak i weteranów kina. A z całą pewnością jeszcze dużo nas czeka. 

Oto więc, bez dalszych ceregieli, przedstawiamy wam naszych kandydatów do listy najlepszych, jak dotychczas, filmów 2013. Dajcie nam znać w komentarzach, co jest waszym faworytem.

Frances Ha (reż. Noah Baumbach) 

Wiem, że kiedy na ekrany telewizyjne trafiły Dziewczyny Leny Dunham, wszyscy oświadczyli, że reżyserka posiada umiejętność magicznego ukazywania przeżyć dwudziestoparolatków. Zgadzam się, ale tylko do pewnego stopnia, gdyż, szczerze mówiąc, co ja mam wspólnego z Hannah i jej spółką? Po pierwsze, nigdy nie byłam na imprezie w magazynie i nigdy też nie nosiłam kiecek z plastiku. Na odmianę, podobnie jak bohaterka Frances Ha  Noaha Baumbacha (Greta Gerwig), nie zdążyłam na randkę w restauracji, bo przemierzałam całe kilometry, poszukując bankomatu.

Pomijając już powierzchowny fakt, że jestem zbyt głupia, by funkcjonować w świecie Dziewczyn, to główne założenie stojące za roszczeniową postawą i narcyzmem Hannah  bierze się stąd, iż rozpaczliwe pragnie ona zdobyć bezpieczeństwo i pewność siebie właściwe wiekowi dojrzałemu. Tymczasem Frances jest jej przeciwieństwem, pokazuje inną stronę dwudziestoparolatki, dziewczyny, która czuje, że dorosłość jakby o niej zapomniała i jest prawdziwie przerażona na samą myśl o tym. Wciąż czepia się kurczowo swojej najlepszej przyjaciółki z college’u, gdyż nie potrafi żyć bez łączącej je kiedyś zażyłości i nie może znieść myśli, że życie się zmienia. Jest dziewczyną, która, podczas gdy wszyscy dookoła niej witają się, całując się w policzek, wciąż krzyczy na czyjś widok: „SIEMA ZIOM”. Tak pokrótce, Frances Ha jest moim ulubionym filmem 2013 (jak do tej pory), gdyż myślę, mógłby opowiadać o mnie.

Clarisse Loughrey

It’s Such A Beautiful Day (reż. Don Hertzfeldt)

Bill, postać kreskówki z wielkim smutkiem w kropeczkach oczu, został ukształtowany przez rodzinę, społeczeństwo i nostalgię, co sprawia, że jest bohaterem uniwersalnym, przemawiającym do wszystkich.

Narratorem jego poczynań jest Hertzfeld i narzucone tu zostało szalone, emocjonalne tempo, w którym życie Billa skondensowano do 62-minutowego, gęstego koncentratu – jest to naprawdę zwinny sprint.
Choć Hertzfeld jest mistrzem animacji, posługuje się też fotografią, uznając, iż to najlepsze medium, by pokazać pomarszczoną powierzchnię wody albo wiatr posyłający swoją cichą wiadomość za pomocą drzewa. Natura służy temu, by dodać doniosłości zmaganiom Billa. Dlaczego dobrzy ludzie cierpią? Nie spodziewajmy się sentymentalnych odpowiedzi, jedynie wspaniałego zrozumienia i cudownego opowiadania.

Istotą It’s such a Beautiful Day jest miłość, która zmienia wszystko to, co powinno być przygnębiającą podróżą w coś pełnego artyzmu, wyjątkowego i zapierającego dech w piersiach. Jest tu wiele rzeczy, nad którymi można się rozpływać, począwszy od klasycznego soundtracku czy humoru serwowanego z udawaną powagą, aż po pomysłową animację i transcendentne zakończenie. Polecam tym, których interesuje oryginalny talent, koniecznie muszą zobaczyć ten film ludzie poszukujący przystani pośród burzy wielkich pytań. Zachwycająco doniosłe.

Sophie Monks Kaufman

Przed północą (reż. Richard Linklater)

Pomyślcie przez sekundę o logistyce Przed północą, filmu ze scenami w jednym kadrze, w których tylko i wyłącznie się mówi. Zastanawialiście się nad scenariuszem, umiejętnościami aktorów, zręcznością operatora? A jednak mówienie o tym filmie w takich kategoriach wydaje się w jakiś sposób  niestosowne. Od czasu, gdy po raz pierwszy spotkaliśmy Jessy’ego i Celine  w pociągu do Wiednia, tak bardzo się z nimi zżyliśmy. Dojrzewaliśmy wraz z nimi.

W Przed północą są już ustatkowanym małżeństwem, mają dzieci. Nie są obcymi sobie ludźmi, którzy właśnie się poznali lub odnowili znajomość, są razem, sfrustrowani w swojej zażyłości a poufałość sprawiła, że stali się zbyt pewni siebie. 

Richard Linklater wymyślił ten cykl po tym, jak poznał w pociągu pewną kobietę. Nigdy więcej jej nie spotkał a później dowiedział się, że umarła. Tymi filmami sprezentował nam  paralelny wymiar – wyimaginowany świat z tym, co mogłoby się stać, i w którym sens, prawda i miłość są równie trudne do zdefiniowania jak w naszym. Poza spacerowaniem, rozmowami i krótkimi wymianami spojrzeń  widzimy tam uczucia - one tam są, prawie tak blisko, że można je dotknąć, tak potężne jak zawsze i tak zmienne jak nocne powietrze. To sprzyja dobremu kinu.

Tom Seymour

Oddawaj fanty  (reż. Adam Leon)

Zobaczyłem Oddawaj fanty, świeżą, zabawną, nowojorską komedię Adama Leona w październiku 2012 na Festiwalu Filmów w Londynie i spędziłem następne osiem miesięcy (do czasu, gdy trafiła do kin w UK), trując o niej moim znajomym. Co mi się w niej tak spodobało? Przede wszystkim chyba piękna prostota tego filmu. Historia cienko przędzących, nastoletnich artystów graffiti rozbijających się po mieście w poszukiwaniu źródła gotówki nie jest zbyt skomplikowana, lecz Leonowi udało się ją opowiedzieć z przekonaniem i wdziękiem, w naturalny sposób.

Przyjemności w Oddawaj fanty – w niemal komicznie krótkim czasie trwania filmu – znajdziemy doprawdy mnóstwo: pełni, przemawiający do widza bohaterzy, wspaniałe miejskie plenery, cudowny soundtrack i, przede wszystkim, absolutny brak sentymentalizmu. Wielu krytyków (włącznie ze mną) skłaniało się do porównywania tego filmu z pełnymi życia nowojorskimi klasykami, takimi jak Wojownicy, Rób, co należy, Wild Style i Style Wars, i nie jest przesadą stwierdzenie, że Oddawaj fanty jest tak dobre, że zasługuje na to, by je wymieniać pośród tych otaczanych czcią tytułów. Obok Frances Ha, czarno-białego cudeńka Noaha Baumbacha, jest to najbardziej dynamiczne, pełne zrozumienia spojrzenie na to, jak to jest być młodym pod oślepiającym światłem bezwzględnego Big Apple.

Ashley Clark

Za wzgórzami (reż. Cristian Mungiu)

Obdarzyłem uwielbieniem 4 miesiące, 3 tygodnie i 2 dni (2007) Cristiana Mungiu, tak bardzo, jak to tylko możliwe uwielbiać przygnębiającą opowieść o nielegalnej aborcji i nieludzkim wykorzystywaniu ludzi pod rządami Ceausescu. Film ten, jedno z pierwszych wielkich dzieł rumuńskiej Nowej Fali, był jednocześnie narodową przypowieścią i trzymającym w napięciu thrillerem, byłem więc bardzo podekscytowany na wieść  o kolejnym dziele Mungiu, Za wzgórzami, który również opowiada o dwóch młodych kobietach znajdujących się w poważnych tarapatach – nawet jeśli zastanawiałem się nad tym, jak egzorcyzmy (i temat mniszek-lesbijek!) może stać się motorem dla alegorii stanu narodu.

Prawda jest taka, że teoretycznie Za wzgórzami wygląda na prawdziwe exploitation – i świadomość tego, że film oparto na historii skandalu, który rzeczywiście miał miejsce, raczej nie rozwiewa tego wrażenia. A jednak w rzeczywistości Za wzgórzami pokazuje niekonwencjonalny trójkąt miłosny między oddaną młodą zakonnicą, jej najlepszą, zadurzoną w niej (świecką) przyjaciółką i dalekim Bogiem, który pojawia się między nimi. Ukazując, jak wszystkie rumuńskie instytucje – Kościół, opieka nad  dziećmi, opieka zdrowotna, policja – wchodzą w kłopotliwą kolizję, film pokazuje naród, który utknął między dawnymi przesądami i błyskawicznie wdzierającą się nowoczesnością. Ocena pozbawiona jest kompromisów i zawiera sprzeczności, które powstają w obliczu tak wielkiej przemiany, co sprawia, że Za wzgórzami nie jest pikantną opowieścią exploitation, lecz kontemplacyjnym moralitetem, w którym wszystko obserwuje się z dystansu, niczym z punktu widzenia zdeprymowanego Boga. 

Anton Bitel

Simon Killer (reż. Antonio Campos)

Nie powinno się przymykać oczu na zmysłowy urok Simona Killera Antonio Camposa. Paryż został tu przedstawiony jako kuszący świat zachwycających prostytutek, niespodziewanych spotkań, romansu, perwersyjnego seksu i niebezpiecznego życia.

Mati Diop jest znakomita jako paryska prostytutka, Noura. Czy jest klasyczną dziwką o złotym sercu, czy też wrażliwą kobietą, chcącą uwierzyć w relację budowaną na absolutnych kłamstwach? Simon Killer, pomimo swej lśniącej fasady i wspaniałych zdjęć, tak naprawdę opowiada o brzydocie ludzkich poczynań i zmaganiach, by się porozumieć. Simon (Brady Corbet) pojawia się w mieście świateł nieco struty, po tym, jak jego poprzedni związek źle się zakończył. Czy aby naprawdę? Jak się wkrótce dowiadujemy, Simon plecie koszałki-opałki i wydaje się, że coś ukrywa. Czy można wierzyć w to, co mówi i opowiada o sobie? Jego przygody na ulicach coraz bardziej ukazują nam jego nieczułość. Z całą pewnością zabija relacje.

Chłodna i wykalkulowana estetyka Camposa idealnie pasuje do maski Simona. Niektórym paryska odyseja „po zmroku” może się wydawać w nieco złym guście, czy też wręcz plugawa, lecz właśnie dzięki temu Simon Killer to porządne, solidne kino.

Sekwencja tańca disco do „Dance Yrself Clean” LCD Soundsystem jest z pewnością jedną z głównych atrakcji tego filmu, wraz z wyjątkowo pikantną sceną erotyczną.

Martyn Conterio

Drugie oblicze (reż. Derek Cianfrance)

Być może będę osamotniony w tym wyborze, ale co mi tam. Pójdę za głosem trzewi i powiem, że Drugie oblicze było dla mnie w tym roku (jak do tej pory) zdecydowanie najbardziej porywającym i głębokim przeżyciem filmowym.

Reżyser Derek Cianfrance (Blue Valentine) ponownie połączył siły z posiadaczem niezłego kaloryfera, panem Goslingiem, by stworzyć ten ambitny i ożywczo nieprzewidywalny film, którego akcja obejmuje okres 15 lat, śledząc  przeplatające się losy brawurowego motocyklisty-kaskadera i jego syna oraz gliny i jego syna. Dość powiedzieć, że można zobaczyć tu sporo sosen, motocykli i bicepsów.

Drugie oblicze to epicki tryptyk, sprawiający wrażenie trzech filmów połączonych w jeden. Mimo jego naciąganej fabuły i zbyt wygodnych zbiegów okoliczności, pewny siebie styl reżyserski Cianfrance’a, romantyczne zdjęcia Seana Bobbitta na 35 mm taśmie filmowej, znakomite kreacje aktorskie i niesamowita muzyka  (autorstwa Mike’a Pattona) sprawiły, że wszystko jest tak niezwykle urzekające, iż nie mogłem nic poradzić na to, że znalazłem się pod hipnotycznym urokiem tego filmu.

Oliver Lunn

Après Mai (reż. Olivier Assayas)

Najnowszy film Oliviera Assayasa, nostalgiczny portret jego lat młodzieńczych, jest porywającą kombinacją jego dwóch poprzednich filmów: pogodnego piękna i uroku Pewnego lata z 2008 i politycznych podtekstów Carlosa z 2010.

Après Mai, pełen autentycznych ozdóbek, mody, muzyki i polityki liberalnych ruchów działających we wczesnych latach 70., opowiada o grupie młodych aktywistów, którzy starają się połączyć kontynuowanie rewolucji z pragnieniami serca i wiszącą nad nimi rzeczywistością wieku dojrzałego. 

Film, ze świetną obsadą młodziutkich aktorów – zwłaszcza Loli Créton, która po swojej roli w równie osobistym obrazie Mii Hansen-Løve, Un Amour de jeunesse, stała się magnetyczną osobowością ekranu – wykazuje naturalną umiejętność angażowania widzów w tę ikoniczną chwilę w historii kontrkultury.

Pomimo pretensjonalnego palenia papierosa za papierosem, niekończącego się szkicowania, ciągłych przemów o polityce trockizmu, jak również frustrującej ambiwalencji przejawianej przez większość bohaterów w kwestii podjęcia pracy, Après Mai  pozostawia widzów w stanie uniesienia i zachwytu nad czasami muzyki Syda Barretta, noszenia dzwonów i wolnej miłości.

Jack Jones

Side By Side (reż. Christopher Kenneally)

Side By Side Christophera Kenneally’ego, film wyprodukowany przez Keanu Reevesa, który przeprowadza tu też wywiady z twórcami filmowymi, jest prawdziwą kocimiętką dla fanów kina. Posiada wszystkie niezbędne cechy – jest niebanalny, szeroko zakrojony i interesujący wizualnie. Omawia szczegóły zmian zachodzących w produkcji filmów i zastanawia się nad przyszłością, jest więc niezbędnym filmem dla wszystkich, którzy chcą zrozumieć wpływ epoki cyfrowej na kinematografię.

Są tu wielkie nazwiska (David Lynch, Lena Dunham, Martin Scorsese), reżyserzy o międzynarodowej sławie i twórcy kina niezależnego, więc nie sposób nie poczuć sympatii do zazwyczaj nijakiego Keanu Reevesa, który sprawia tu wrażenie zaskakująco bystrego gościa  (wybacz, Keanu, myślałem, że zakres twoich umiejętności rozciąga się od grania w filmach kryminalno-surferskich z lat 80. po noszenie okularów przeciwsłonecznych we wnętrzach i mówienie „łał”).

Joseph Walsh
 

comments powered by Disqus